marca 08, 2017

Myśliwskie opowieści- część pierwsza: "Władziu"



Myśliwym nie jestem, ale mam tu dla Was kilka historyjek z życia myśliwych.

"Władziu"

Kolega z którym pracowałem był myśliwym. Na jakiejś imprezie firmowej opowiedział nam taką historię.

Mieli stałe miejsce, gdzie polowali z kolegami i to miejsce zaczęli nawiedzać grzybiarze.
Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, las jest dla wszystkich, gdyby nie to, że owi grzybiarze to byli prawdziwi satyrzy!

Włóczyli się po lesie, potykali o grzyby wlewając w siebie niemożebne ilości wódki.
Przy czym ciskali te butelki na lewo i prawo oraz pozostawiali też inne ślady swojej bezecnej działalności. Radosne pijackie śpiewy niosły się w kniei. Śmiecenie w lesie i płoszenie zwierza nie były miłe myśliwym, ale cóż trzeba z tym żyć i wybrać inne miejsce lub czas.

Prawdziwym problemem było to, że te leśne demony rozpusty nie miały umiaru!
Spijali się tak okrutnie, że nie byli w stanie chodzić na nogach, tylko pełzali w krzakach lub udawali zwłoki.

A to już problem natury bezpieczeństwa, gdy czterech nachlanych ludzi raczkując w leśnym runie udaje stadko dzików. Sytuacja wymagała wzmożonej uwagi, aby nie doszło do jakiegoś nieszczęśliwego wypadku.

Któregoś razu mój kolega coś ustrzelił i ukląkł w paprociach aby oprawić dzika, czy co tam ustrzelił.

W pobliżu usłyszał nawoływania jednego z grzybiarzy. Tradycyjnie napity, przemieszczał się od drzewa do drzewa i wołał:
- Władziu! Władziu! Gdzie jesteś?

Gdy zbliżył się do paproci myśliwy wstał. Miał na sobie skórzany fartuch, w ręce wielki zakrwawiony myśliwski nóż, ręce po łokcie w krwi i posępnym głosem zażartował:
- Władzia już nie ma...

Zatroskany o los Władzia grzybiarz uciekł z szybkością i wdziękiem antylopy Impala i prawdopodobnie ucieka do dziś.

Satyrzy, którzy pod pretekstem grzybobrania wyrywali się od obowiązków domowych i oddawali się alkoholowej rozpuście więcej w tym lesie pojawić się nie raczyli.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Prawie Idealni , Blogger