Popularne posty

września 15, 2017

Czy ten grzyb jest jadalny?

Czy ten grzyb jest jadalny?

Czy ten grzyb jest jadalny?



Sezon na grzybobranie w pełni, a ponieważ wszyscy idziemy z duchem czasu, pytanie

"Jak odróżnić grzyby jadalne od trujących?"

ciągle pojawia się na fb.

Bardzo często takie pytania pojawiają się na grupach kulinarnych.

To nie są pytania do jakiś zaufanych znajomych, tylko do obcych, często anonimowych ludzi.

Co ciekawe, to czasem odpowiedzi na takie pytanie ze zdjęciem wątpliwego grzyba są różne. Nie są zgodne!
Komu zaufać? Większości? Jeśli 90 % opowie się za tym, że grzyb jadalny to jeść?
Przecież 100 % może powiedzieć, że jest ok, a będzie zupełnie inaczej...

Masakra!

Pozostaje mieć nadzieję, że te pytania są jedynie z ciekawości.

Jeśli sami nie jesteśmy ekspertami, to jedyny sposób na bezpieczne grzybobranie to iść z zaufaną osobą, która zna się na grzybach.
Jasne, można skorzystać z atlasu, ale również pod czujnym okiem eksperta od grzybów.

Pamiętajmy o odpowiednim ubraniu, oprócz grzybów czekają na nas w lesie kleszcze :/

Nie zbieramy grzybów do foliowych worków. Wiklinowy koszyk to nie tylko + 10 do wyglądu prawdziwego grzybiarza :)

Podstawowa zasada podczas zbierania grzybów to:

Nie znasz grzyba- nie zbierasz


a nie:
nie znasz, to spytasz na fejsie!

Jeśli mamy chociaż najmniejszą wątpliwość co do naszych zbiorów to odpuszczamy sobie jedzenie.

Co ciekawe, jeśli nie jesteśmy pewni, zamiast na fb można zgłosić się do stacji sanitarno- epidemiologicznej.

Pamiętaj też, że jeśli źle się poczujesz po zjedzeniu grzybów- natychmiast kontaktuj się z lekarzem.

I nigdy nie dawaj dzieciom grzybów.
Lepiej bądz już złym rodzice i daj mu parówkę :P Od niej nie umrze, od grzybów może...

lipca 15, 2017

Budyniowa pianka z malinami

Budyniowa pianka z malinami

Zapach domowego ciasta unosi się w naszym domu prawie zawsze.
Jest tyle pysznych wypieków, że trudno wytypować jedno najlepsze.
Jednak z pewnością to zdecydowanie jest w czołówce.


Kruche ciasto, połączone z delikatną pianką i orzeźwiającymi malinami.
Każdy, ale to każdy kto spróbuje budyniowej pianki z malinami, bierze dokładkę.
Najgorzej wytrzymać ten czas gdy wyciągamy ciasto z piekarnika i odstawiamy do ostudzenia.
No dobra, nam się to nigdy nie udaje... Kto spróbował choć raz budyniowej pianki ten wie dlaczego.


Składniki:

ciasto:

5 żółtek
2,5 szklanki mąki
kostka margaryny
3 łyżki cukru pudru
2 łyżeczki proszku do pieczenia

pianka:

5 białek
3/4 szklanki cukru
cukier waniliowy
2 budynie malinowe
1/2 szklanki oleju

około 500 gr malin


Przygotowanie:

1. Składniki na ciasto zagnieść i podzielić na dwie części- mniejszą z jedna 1/3 ciasta i większą z 2/3 ciasta.

2. Każda z nich uformować w kulę, zawinąć i odłożyć- mniejszą do zamrażarki, a większą do lodówki na godzinę.

3. Dużą prostokątną blachę wylepić większą porcją ciasta i podpiec około 20-25 minut w rozgrzanym do 180 stopni piekarniku. Następnie ciasto odstawić do ostudzenia.

4. Białka ubić na sztywno, nie przerywając miksowania dodawać po kolei cukier, cukier waniliowy oraz proszek budyniowy. Na koniec cienką strużką wlać olej cały czas miksując.

5. Na ostudzonym cieście rozprowadzić ubitą pianę.

6. Na całości ułożyć maliny, delikatnie wciskając je w piankę (otworami do góry).



7. Na wierzch zetrzeć na tarce o grubych oczkach mniejszą część ciasta.



8. Piec około 40 minut w 180 stopniach.


lipca 07, 2017

Co zabrać na wyjazd z dzieckiem- LISTA NA WYJAZD NAD MORZE

Co zabrać na wyjazd z dzieckiem- LISTA NA WYJAZD NAD MORZE


Oczywiste jest, że lista nie jest uniwersalna. Dużo zależy w jakim wieku jest dziecko.
Niemowlak wymaga innej wyprawki niż nastolatek :D
My mamy 11 latkę i 3 latka.
Ale spokojnie każdy ją lekko zmodyfikuje i będzie idealna.

Nasza lista niezbędnych rzeczy na wyjazd z dzieckiem, powstała na bazie 11 lat doświadczeń i będzie dotyczyła podróży z małym dzieckiem.
To lista niezbędnych rzeczy, która sprawdziła się u nas. Niekoniecznie musi sprawdzić się u Was. 

Być może uważacie, że trzeba coś dopisać? Dajcie koniecznie znać w komentarzach. Konstruktywna krytyka mile widziana. 

Lista z pewnością różni się także od środka lokomocji. Co innego zabierzemy do samochodu, co innego do samolotu a jeszcze co innego do pociągu czy autokaru.
Nasza lista skupi się na samochodzie bo tylko tak od wielu lat podróżujemy.

Kluczowa jest pora roku- zdecydowanie nie weźmiemy tego samego w upalne lato trzaskającą mrozem zimę :D

I na koniec kolejny podział i pytanie gdzie jedziemy. Polska czy zagranica. Dzika głusza czy centrum wielkiej metropolii. Głuszy z dziećmi nigdy nie wybraliśmy zwykle to miasta lub miasteczka.

Dodam, że mamy w aucie mikrobagażnik, więc raczej się ograniczamy, a jednak trochę tego wyszło.

Co zabrać na wyjazd z dzieckiem?

Lista dla tych, którzy planują:

Wyjazd z małym dzieckiem

Wyjazd samochodem

Wyjazd latem

Podróż po Polsce


1. Pieniądze
  • karty płatnicze
  • gotówka (dwa razy mieliśmy wątpliwą przyjemność, że bankomat ani myślał oddać nasze pieniądze)
2. Dokumenty 
  • dowód osobisty 
  • prawo jazdy
  • książeczki zdrowia
  • legitymacje szkolne
  • dokumenty do samochodu
3. Leki
  • leki przyjmowane na stałe
  • leki przeciwgorączkowe/przeciwbólowe
  • leki na przeciwbiegunkowe
  • leki na alergię (córka jest alergikiem więc bez nich się nie ruszam wychodząc na dłużej, a nawet bez alergii przynajmniej wapno radzę mieć ze sobą)
  • sól fizjologiczna 
  • frida (już 3 razy musieliśmy kupowaliśmy nową na wyjeździe:)
  • preparat do dezynfekcji
  • probiotyki
  • plastry
  • środki na chorobę lokomocyjną 
  • u maluszków dorzuciłabym jeszcze maść na ząbkowanie
  • żel na oparzenia (na słoneczne i inne)
  • termometr
Uważam, że leki na przeziębienie, ból gardła,katar można dokupić na miejscu w razie potrzeby, nie są konieczne natychmiast. Ale jeśli Wy macie inne doświadczenia ze swoimi dziećmi to oczywiście skorygujcie odpowiednio listę.

4. Środki na komary/kleszcze
  • zapobiegawcze, należy koniecznie sprawdzić od jakiego wieku dziecku można stosować dany środek
  • po ukąszeniu
  • przyrząd do usuwania kleszczy
5. Ubrania
Koniecznie pamiętamy o cieplejszych rzeczach!
  • strój kąpielowy 
  • piżamy
  • bielizna (majtki, skarpety, rajtuzki)
  • podkoszulki dla dzieci
  • bluzeczki z krótkim rękawem
  • bluzki z długim rękawem
  • spodnie dresowe
  • leginsy, jeansy
  • krótkie spodenki
  • grubsza bluza
  • kurtka
  • chustka pod szyję
  • nakrycie głowy- kapelusz/czapka z daszkiem, bawełniana czapeczka
6. Buty
  • klapki pod prysznic
  • kapcie 
  • sandały 
  • trampki/adidasy 
  • kalosze
7. Na słońce 
  • kremy z filtrem, 
  • czapki z daszkiem/ kapelusze
  • balsam po opalaniu
  • okulary przeciwsłoneczne
8. Jedzenie
  • lekkie przekąski na podróż
  • jeśli dziecko je dania ze słoiczków to potrzebne na pierwsze 2-3 dni
9. Zabawki
  • gry planszowe, takie które zajmują mało miejsca ale jednocześnie można zagrać w nie w większym gronie np. Dobble, Sabotażysta (poczytacie o nich TU
  • karty do gry 
  • zabawki- ulubione oraz nowe (nie musi być nic wielkiego)
  • książeczki- ulubione i nowe
10. Wózek/ chusta
  • moskitiera do wózka
  • folia przeciwdeszczowa
11. Łóżeczko turystyczne
  • prześcieradło
  • kołderka/śpiworek
  • moskitiera do łóżeczka
12. Plaża
  • krem z wysokim filtrem
  • ręcznik plażowy 
  • zabawki do pasku 
  • dmuchane koło 
  • dmuchany basenik
  • koc
  • ręczniki
  • parawan/parasolka/namiot plażowy
  • leżaki
  • pieluszki do pływania
  • buty do wody/klapki
13. Higiena
  • patyczki higieniczne
  • pampersy przynajmniej na 2-3 pierwsze dni
  • chusteczki nawilżane
  • krem na odparzenia
  • nocnik turystyczny
  • nocnik/ nakładka na sedes
  • płyn pod prysznic
  • mydło
  • szczoteczki do zębów
  • pasta do zębów
  • szczotki do włosów/grzebień
  • kosmetyki kolorowe, których na co dzień używamy
14. Jedzenie/Karmienie
  • sztućce
  • plastikowe talerzyki
  • plastikowe kubki
Jeśli karmisz piersią:
  • laktator
  • wkładki laktacyjne
Jeśli dziecko jest karmione butelką to:
  • butelki dla dziecka
  • mieszanka przynajmniej na pierwsze 2-3 dni
  • podgrzewacz do butelek
15. Smoczek 

16. Na deszcz
  • parasol, 
  • płaszcze przeciwdeszczowe,
  • kalosze (wspomniane także w butach :)
17. Zdjęcia
  • aparat fotograficzny
  • ładowarka do aparatu
18. Koc

19. Ręczniki
  • kąpielowe
  • do wytarcia na plaży po kąpaniu w morzu/basenie
20. Telefon
  • ładowarka do telefonu
  • POWERBANK
Jeżeli wybieramy się samochodem, to absolutnie konieczne jest jego odpowiednie przygotowanie- nie tylko gdy jest rozsypującym się gratem (tak mamy takie doświadczenia:), ale i gdy stosunkowo niedawno wyjechaliście nim z salonu.
Wiesz jak przygotować auto? Na pewno! Sprawdź jednak, czy o niczym nie zapomniałeś! <KLIK>

Oczywiście jeśli bierzecie parawan to niekoniecznie potrzebny Wam parasol i namiot plażowy. Jeśli dziecko nie używa smoczka to raczej, że go nie weźmiecie :D

To samo z nocnikiem, czy nakładką sedesową. Sami wybierzcie co potrzeba, może jeszcze lub już nic z tego.

Przed wyjazdem warto się zorientować co zapewnia ośrodek. Być może są w nim dostępne łóżeczka turystyczne, leżaki czy parawan.

Dobrze też przed wyjazdem dowiedzieć się gdzie jest najbliższa przychodnia czy apteka.

Warto dobrze się spakować, żeby urlopu nie rozpocząć od biegania po sklepach, w poszukiwaniu potrzebnych nam rzeczy.

Wiesz jak spakować się na wyjazd z dzieckiem, pozostaje tam tylko dojechać.
A czym zająć dziecko w podróży? Przeczytaj nasze sposoby na przetrwanie długiej trasy :D <KLIK>

A jak wygląda Wasza lista na wakacyjny wyjazd? Dłuższa, krótsza?

lipca 03, 2017

Jak zachęcić nastolatka do czytania książek

Jak zachęcić nastolatka do czytania książek


Trzeba mu dużo truć "czytaj książki", a tymczasem samemu całymi dniami wgapiać się w ekran smartfona. Ups... nie, to nie tak!

Dziecko nigdy Cię nie widziało z książką? To błagam, jak ma Ci uwierzyć, że czytanie jest takie ekstra?

Możliwe, że czytasz nałogowo. Musisz mocniej się zastanowić jak mają na imię Twoje dzieci i mąż, tymczasem dziecko mimo to na książki nawet nie spojrzy? Ale może to dlatego, że nie ma interesujących je pozycji w domowej biblioteczce? Kochasz książki historyczne, a ono poczytałoby o egzotycznych podróżach? Lub czytasz romanse, a ono chciałoby się pośmiać przy książce?

Jak zachęcić nastolatka do czytania książek

Weź dziecko do biblioteki, a jeszcze lepiej księgarni. Ideałem będzie na targi książek, no ale nie odbywają się codziennie (niestety :/)



Nie licz, że lektury szkolne przekonają dziecko do czytania. I to nie dlatego, że są słabe. Bo niektóre są świetne, jednak czytanie na siłę i  na czas to dla dziecka jest jak kara.

Jak sprawić, żeby dziecko pokochało książki

Przede wszystkim trzeba nauczyć dziecko od małego, że czytanie książek jest świetne.
Czytaj rocznemu dziecku czy nawet młodszemu, pokazując jednocześnie obrazki.
Daj mu do zabawy książkę. Jak ją zniszczy nie nastąpi koniec świata.
Nie zliczę ile książek zniszczyły nasze dzieci, a książki kochają.
Niech się stanie Waszym rytuałem codzienne czytanie. Może na dobranoc?



Pamiętajcie czytanie książek ma prawie same zalety!

Wiadomo- rozwija wyobraźnię i wzbogaca słownictwo. Do tego ortografia nie będzie taka straszna :D
Dzięki książce dziecko po prostu wie więcej. Dużo więcej. Poznaje świat, poszerza horyzonty, odkrywa, bawi się.

Czytanie książek ma też wady. Ale przymknijmy na nie oko :P

Jeśli szukacie ciekawej książki dla młodzieży- to niejedna znajdziecie tu <KLIK>

A jeśli szukacie książkowych hitów dla dwulatków zapraszamy tu <KLIK>

czerwca 26, 2017

3 pomysły na awokado

3 pomysły na awokado
sałatka z awokado/ koktajl z awokado/ pasta z awokado


Awokado jest absolutnie wszechstronne. Pasuje i do słodkiego koktajlu z bananami i do sałatki czy pasty.
Przedstawiamy Wam nasze pomysły na awokado.
Z czy jeść awokado? Oto nasze propozycje.

SAŁATKA Z AWOKADO




Składniki:

1 awokado
3 pomidory
1 ogórek
1/3 szklanki orzechów włoskich
1-2 łyżki oliwy
sok z cytryny
kilka łodyżek natki pietruszki
sól, pieprz



Przygotowanie:

1. Ogórka i pomidora pokroić w kostkę (opcjonalnie można je obrać).
2. Awokado obrać, usunąć pestkę i również pokroić w kostkę. Od razu skropić awokado sokiem z cytryny.
3. Orzechy drobno posiekać.
4. Wszystkie składniki połączyć, przyprawić solą i pieprzem, dodać oliwę i wymieszać.
5. Natkę pietruszki posiekać i posypać sałatkę.

KOKTAJL Z AWOKADO




Składniki:

1 awokado
2 banany
2 szklanki mleka



Przygotowanie:

1. Awokado pozbawić pestki, wydrążyć.
2. Banany obrać i pokroić na mniejsze kawałki
3. Wszystkie składniki razem zblendować.

PASTA Z AWOKADO



Składniki: 

1 awokado 
3 jajka 
 łyżka musztardy 
1/2 cebuli 
łyżka soku z cytryny 
sól, pieprz 
szczypiorek 



Przygotowanie: 

1. Jajka ugotować na twardo i ostudzić, następnie obrać. 
2. Awokado obrać, usunąć pestkę i razem z jajkami rozgnieść widelcem. Całość skropić sokiem z cytryny. 
3. Cebulę bardzo drobno pokroić. 
4. Połączyć wszystkie składniki- jajka, awokado, cebulę i musztardę. 
5. Całość przyprawić solą i pieprzem i dokładnie wymieszać. 
6. Szczypiorek drobno pokroić i posypać gotową pastę. 

czerwca 25, 2017

NASZE 7 PIERWSZYCH AUT #Pontiac Fiero

NASZE 7 PIERWSZYCH AUT #Pontiac Fiero

NASZE 7 PIERWSZYCH AUT

nr 3 Pontiac Fiero



Tak to już w życiu bywa, nie wszystko co robimy jest przemyślane i zaplanowane. Zdarza się jakiś mniej lub bardziej silny impuls pod którego wpływem działamy. Tak było z tym samochodem, ale nie uprzedzajmy faktów.

Zdarzenia miały miejsce na przełomie wieku. Samochód nr 2 był już niemalże gotowy do użytku, po różnych perypetiach o których opowiedzieliśmy TUTAJ.

Mieliśmy kolegę, który miał na imię Piotr i miał piękne żółte Camaro. Powiedział nam, że jest świetny samochód do kupienia, tylko trzeba się śpieszyć i że jest to amerykańskie sportowe auto.
Wymienił nawet nazwę, która oczywiście nic zupełnie nam nie mówiła.
W tym czasie wujek Google robił postępy w liczeniu i pisaniu, ale odpowiadał na pytania tylko wąskiego grona inżynierów.

Który to dwudziestolatek nie chciałby przesiąść się do amerykańskiego samochodu, gdy w koło jeździło jeszcze mnóstwo Polonezów, "Maluchów", Żuków i innych pojazdów z poprzedniej, słusznie minionej epoki.

Udaliśmy się na miejsce, gdzie to cudo miało stacjonować, bo rzecz jasna, nie był to sprawny samochód. Gdy pierwszy raz ujrzeliśmy Pontiaca Fiero od razu się zakochaliśmy.
Ta miłość trwa do dzisiaj.

Samochód stał na jednej z bocznych ulic, był przykurzony, miał uszkodzone lusterka i zamki drzwi.
Nie było łatwo odnaleźć właściciela, ale po emocjonującym dochodzeniu udało się ustalić zadowalającą cenę i doprowadzić do transakcji.
Ponieważ silnik nie był uruchamiany od wielu miesięcy postanowiliśmy zamówić lawetę.
Tu warto zaznaczyć, że cena zakupu była na tyle niska, że transport lawetą był istotnym składnikiem pełnego kosztu spełnienia naszej nagłej, ale niezwykle silnej chęci posiadania tego pięknego samochodu.

Samochód był piękny. Niespotykanie niska sylwetka, 2,5 litrowy silnik umieszczony centralnie, proporcje nadwozia, wróżyły niesamowite wrażenia z jazdy oraz świetne prowadzenie w zakrętach.



Nie to co Wartburg który czasem miał ochotę dachować. Do tego dochodziła sama pozycja za kierownicą przywodząca na myśl fotel pilota w odrzutowych myśliwcach. Dreszczyk emocji budził zbiornik paliwa umieszczony pomiędzy fotelami.

Samochód był dwuosobowy. Za siedzeniami od razu silnik, a za nim niewielki bagażnik na dwie małe walizki. A siedzenia! Z głośnikami w zagłówkach- przypominam, że zdarzały się w tych czasach fotele zupełnie bez zagłówków, więc to było wielkie coś!



Pod przednią maską tylko spora chłodnica i koło dojazdowe. Po prostu obłęd. Nasz egzemplarz pochodził z roku 1985 i miał na liczniku niespełna sto tysięcy przejechanych mil angielskich. Przy tym była to najsłabsza wersja silnikowa! Taki silnik w tym lekkim aluminiowo-laminatowym nadwoziu robił robotę. A montowano jeszcze V-ki.

Fiero stanął przed domem i dopiero wtedy przyszła refleksja co by tu z nim dalej począć.
Brak ważnego przeglądu, brak OC, stan techniczny nie do końca znany. Wypadałoby uruchomić silnik. Jak radził znajomy stary mechanik, który potrafił naprawić wszystko dwoma młotkami i przecinakiem należało wpuścić po kropli nafty w cylindry aby po tak długim postoju silnik nie zrobił sobie krzywdy przy uruchomieniu. Po zakupie stosownego klucza do świec (ach te imperialne wymiary) ten starodawny rytuał jak nam się wtedy zdawało został odprawiony.
Silnik uruchomił się bez problemu.

Od pierwszego dnia "stacjonowania" samochodu, nie mogliśmy się opędzić od hordy zainteresowanych zakupem osobników.
Już pierwszego dnia po zakupie proponowano dziesięciokrotność tego co zapłaciliśmy.
Pokusa była silna, ale "miłości" się nie sprzedaje.
Do dzisiaj mam mieszane uczucia i czasem jednak dochodzę do wniosku, że należało się złamać.

Wszystko było na dobrej drodze, udało się naprawić zamki, dokupić akumulator, uporządkować wnętrze i doprowadzić do działania wszystkie światła, przełączniki, otwierane reflektory itd.

Do przeglądu technicznego brakowało tylko nieszczęsnych lusterek zewnętrznych. Udało się kupić podobne, pasujące, choć wykonane z tworzywa (oryginalne były aluminiowe). I wtedy nadszedł ten straszny dzień, gdy silnik przestał się odzywać!

Rozpacz, czysta rozpacz. Co robić? Usterka przerosła umiejętności amatora z domieszką mechanika i nie było rady. Trzeba szukać fachowca który się tego podejmie.

Większość mechaników odmawiała, a jeden stwierdził że drugi raz w życiu to on tego nie weźmie na warsztat, bo żeby się dostać do silnika to trzeba karoserię rozbierać!

Inni straszyli kwotami za naprawę rzędu kilkunastu "średnich krajowych". W Polsce nie było serwisu Pontiac'a, internet raczkował, Niewielu o takim aucie w ogóle słyszało i wiedziało jak wygląda.

Intratne oferty zakupu skończyły się wraz z niemożliwością uruchomienia silnika, choć pytających było kilku dziennie. W czasie gdy szukaliśmy kogoś kto się podejmie naprawy i uratuje nasz "amerykański sen" pojawił się nasz kolejny kolega.

Miał swój warsztat, sklep z częściami, lakiernię. Był mechanikiem i inżynierem. Zaproponował, że odkupi od nas Fiero, pomimo tego że się nie uruchamia. Poza tym w odróżnieniu od innych chętnych na zakup nie chciał z naszego kochanego Fiero zrobić żałosnej repliki Ferrari, tylko przywrócić ten samochód do dawnej świetności. Zaproponował też uczciwa cenę, która i tak była kilkukrotnie wyższa od tej którą my zapłaciliśmy.

Wypadało się zgodzić, choć z łzą w oku. W tamtym czasie nie miałem umiejętności ani środków aby sobie z tym poradzić.

Tak rozstaliśmy się z naszym "snem".
Dalsza historia samochodu też nie była do końca szczęśliwa. Został rozebrany na części pierwsze.
Wyprostowano mu ramę, gdyż miał widocznie w przeszłości jakąś stłuczkę i lewy przedni narożnik był uniesiony o 5mm.
Okazało się, że silnik był w stanie idealnym i nawet nie był "dotarty" po poprzednim remoncie. Do wymiany był rozrusznik i to była sprawa kluczowa. Był bardzo drogi, ale okazało się, że te pierwsze silniki były na japońskim osprzęcie i rozrusznik od Mazdy pasował idealnie. Kolega kupił taki na "szrocie" za 60 zł i za jego regenerację zapłacił 100.

Poza tym wyjaśniła się sprawa dostępu do silnika. Nie trzeba było rozbierać nadwozia! Wystarczyło odkręcić specjalne śruby za tylnymi wahaczami i nadwozie unieść do góry. Gdyby to wszystko było jasne od początku...

Remont samochodu niestety nie został ukończony. Mój kolega, ze względów zdrowotnych musiał przerwać pracę nad autem.
Nie wiem co dalej stało się z Fiero. Mam nadzieję, że jeszcze istnieje i ktoś nim się cieszy.

Nadal kochamy ten samochód. Może kiedyś uda się kupić podobny.

Tym samym kończymy pierwszy etap naszej historii o 7 pierwszych samochodach.
Etap nadziei i rozczarowań, marzeń i niepowodzeń. Kolejne pojazdy niebawem :)

czerwca 19, 2017

ZŁOTE MYŚLI zabawa z lat 90

ZŁOTE MYŚLI zabawa z lat 90

ZŁOTE MYŚLI

Zabawa początku lat 90




W dzisiejszych czasach każdy o każdym wszystko wie. Sami chwalimy się w necie wieloma informacjami. Z kim jesteśmy w związku, kogo lubimy, jakie filmy oglądamy, co jedliśmy na kolację i co nas boli.

Nie trzeba chyba pisać, że kiedyś było inaczej.

Statystyki podpowiadają nam, że część z Was powinna pamiętać to, o czym chcę napisać.

Kiedyś mieliśmy bliższy kontakt z innymi ludźmi. Realny nie taki w sieci.

Nie mam prawa pisać, że to lepiej. Po prostu czasy się zmieniły i sami żyjemy teraz inaczej.

Z drugiej strony internet daje fantastyczną możliwość zaprzyjaźnienia się z ludźmi, z którymi nigdy byś się nie zaprzyjaźnił, bo najzwyczajniej w świecie nie spotkałbyś ich.
Co więcej, mogę powiedzieć, że i w sieci i na samym fb poznałam najbliższe mi koleżanki, na które zawsze mogę liczyć.

Wracając jednak do czasów, gdy nikt nie słyszał o komputerze, a wujek google jeszcze się nie urodził, sytuacja była taka, że z tymi najbliższymi byliśmy blisko, natomiast o tych, których znało się słabiej, nie wiadomo było nic.

Na szczęście z informacjami przychodziły "ZŁOTE MYŚLI".

Zeszyt, który miał każdy.

ZŁOTE MYŚLI


A w nich kilkadziesiąt pytań. Część z nich wyjątkowo idiotyczna i niepotrzebna nikomu (ale czy to samo nie jest na Fb? :) po to by zadać te najważniejsze.

Najwięcej emocji wzbudzały zawsze inicjały lub imię sympatii.

Dana osoba odpowiadała na pytania, a potem zaginała odpowiednio kartkę,

Odnalazłam wczoraj dwa takie zeszyty i powiem Wam, że w jednym zaklejałam woskiem ze świeczki kartki, tak, aby nikt nie podejrzał. Oczywiście każdy podglądał :P

                                      zeszyt nr 1

Na początek ognia pytań imię i nazwisko oraz dokładny adres :O
O cholera, dane osobowe... (uspokoję Was nie było wtedy Ustawy o Ochronie Danych Osobowych), więc działaliśmy legalnie :D

Świetne też były pytania:
Co myślisz o mnie?
Czy mnie lubisz?

Nie jestem pewna czy wszystko było ze mną ok, bo najbliższa mi przyjaciółka napisała, że nie wie co o mnie myśli :P Reszta na szczęście rzuciła sporo komplementów, haha...

Czasem pojawiło się pytanie niczym z Urzędu Skarbowego:
Czy masz samochód (jaki?) dobre co?


     zeszyt nr 1


                                      zeszyt nr 2

Po przeanalizowaniu całości powiem Wam, ze za moich czasów 11-latki nienawidziły szkoły i nie lubiły się uczyć :D

Na końcu jednego z zeszytów był prawdziwy hit! KOPERTA na pamiątkę DLA MNIE :P


Jestem pewna, że też jesteście ciekawi co tam dostałam, otóż przede wszystkim święte obrazki, a dziś po 27 latach odkryłam też ktoś mi podarował 100 zł!

Teraz po tylu latach, aaaaaaaaaaaa


I najważniejsze. Moja córka jest teraz w tym samym wieku.

Ale na szczęście nie robi błędów ortograficznych!
              
Copyright © 2016 Prawie Idealni , Blogger